Free songs
SanctaMissa.pl

Preskrypcja przeciw heretykom


Preskrypcja przeciw heretykom - Tertulian - mp3

Preskrypcja przeciw heretykom

czyli wspaniała obrona nauki katolickiej przeciw wszystkim herezjom napisana w latach 198 – 200 przez Kwintusa Septymiusza Florensa Tertuliana


Rozdział 1

Wprowadzenie. Herezje muszą istnieć a nawet mnożyć się. Są one próbą dla wiary.

Warunki w jakich żyjemy napominają nas, abyśmy się wcale nie dziwili, ani istniejącym herezjom, gdyż zostały one przepowiedziane, ani też temu, że herezje podważają u niektórych wiarę. Po to bowiem istnieją, by wiara wystawiona na próbę znalazła umocnienie. Głupio przeto i bezmyślnie gorszy się wielu tym faktem, że herezje mają tak wielką moc. Gdyby jej jednak nie miały, nie istniałyby w ogóle. Jeśli bowiem coś z przeznaczenia istnieje, posiada swój cel. I ten właśnie cel jest przyczyną tego wszystkiego, co jest i udowadnia, że to nie może nie istnieć.


Rozdział 2

Analogia między gorączką i herezjami. Nie należy dziwić się istnieniu herezji: ich siła wywodzi się ze słabości ludzkiej wiary. Nie ma w nich prawdy. Porównanie z zapaśnikami i gladiatorami.

Nie dziwimy się przecież, że istnieje gorączka, która wśród innych śmiertelnych i bolesnych chorób niszczy człowieka. Nie dziwimy się też że niszczy, bo po to właśnie istnieje. Idąc dalej, jeśli obawiamy się herezji powstałych dla osłabienia, czy nawet zupełnego zniszczenia wiary, to powinniśmy się najpierw lękać tego, że właśnie po to istnieją. Bo jeśli herezje faktycznie osłabiają i niszczą wiarę, to muszą istnieć. Boimy się jednak gorączki, bo jak wiadomo jest czymś złym, tak w przyczynie, jak i w skutkach. A jednak nie podziwiamy jej, lecz strzeżemy się przed nią jak tylko potrafimy, ponieważ już samego jej istnienia nie potrafimy usunąć. Pomimo tego, że herezje niosą wieczną śmierć i ogień piekielny, niektórzy wolą podziwiać ich moc zamiast, mając możliwość niedopuszczenia do ich rozprzestrzeniania się, starać się, aby tej mocy nie miały. Zresztą gdyby zaprzestano się dziwić ich skuteczności, herezje nie byłyby tak groźne. Wywołują one bowiem zdziwienie albo dlatego że gorszą, albo że wywołały zgorszenie. Dlatego budzą podziw. Zdziwienie to wydaje się wynikać z interpretacji, że ich skuteczność jest wynikiem pochodzenia z jakiejś prawdy. Oczywiście to wydaje się dziwnym, że zło posiada tak niespożyte siły mimo, że prawdą nie jest. Jednak herezje uzewnętrzniają swą potęgę tylko w stosunku do tych, którzy słabo wierzą. W walce zapaśników i gladiatorów często ktoś odnosi zwycięstwo nie dlatego, że jest silny i niepokonany, ale dlatego, że ten co przegrał był zupełnie bezsilny. Zresztą, ten co wygrywa zwykle później przegrywa z mocniejszym przeciwnikiem. Podobnie herezje, cieszą się swym powodzeniem dzięki słabej wierze u niektórych, nic natomiast nie znaczą w stosunku do ludzi mocno i szczerze wierzących.


Rozdział 3

Słabi ludzie padają łatwym łupem herezji, która czerpie siłę z ogólnej ułomności rodzaju ludzkiego. Wybitni ludzie odpadali od wiary: Saul, Dawid, Salomon. Stałość Chrystusa.

Zwykle bowiem bywa tak, że właśnie ci podziwiający herezje staczają się w ruinę z powodu innych osób, które odpadły od prawdziwej wiary. Pytają się przy tym ze zdziwieniem, dlaczego ten lub tamten, tak pobożny, tak mądry i tyle dobra przynoszący w Kościele, przeszli na stronę heretyków. Kto się jednak w ten sposób pyta, sam sobie właściwie odpowiada. Owi ludzie, których potrafiły herezje zmienić, nie byli ani mądrzy, ani wierni, ani też pożyteczni dla Kościoła. Raczej za godne podziwu uważam właśnie to, dlaczego oni po wypróbowaniu swojej wiary, odpadają od Kościoła? Saul górował nad innymi dobrocią, upada później pod wpływem zazdrości. Dawid dobry człowiek według serca Pana, dopuścił się cudzołóstwa i morderstwa. Salomon obdarowany przez Pana wszelką łaską i mądrością, daje się przez kobiety wciągnąć w bałwochwalstwo. Jedynie Syn Boży pozostał bez możności grzechu. Cóż więc w tym dziwnego, że jakiś tam biskup, diakon, nauczyciel, czy nawet męczennik odpada od reguły wiary? Czy z tego powodu herezje mogą uchodzić za głoszące prawdę? Czy to osoby potwierdzają wiarę? Czy wiara osoby? Nikt nie jest mądrzejszy od prawdziwie wierzącego i nikt nie jest większy od katolika. Nikt zaś nie może być katolikiem, jeśli nie wytrwa w wierze aż do końca życia. Ludzie zaś osądzają każdego z zewnątrz. Sądzą na podstawie tego, co widzą. Widzą zaś tak daleko, jak im wzrok na to pozwala. Oczy natomiast Pana są wysoko. Człowiek patrzy na twarz, Pan zaś na serce. I dlatego Bóg poznaje swoich. A szczepienie które nie szczepił Ojciec, wykorzenione będzie. Z pierwszych oznajmia rzeczy ostateczne. Trzyma bowiem w ręku wiejadło dla oczyszczenia swego klepiska. Niech więc odlatują, jeśli tego pragną, plewy słabej wiary pod wpływem lekkiego podmuchu pokus. A przez to tym czyściejsze zgromadzi się ziarno w spichlerzu Pana. A czy od samego Pana Jezusa Chrystusa nie odchodziło wielu zgorszonych? Inni jakoś z tego faktu nie wyciągali wniosku, że również należy Pana porzucić. Wiedzieli bowiem, że On jest Słowem życia, że od Boga pochodzi. I dlatego wytrwali przy Nim aż do końca. Chociaż Pan dawał im okazję odejścia, gdyby tylko chcieli z niej skorzystać. Niewielkie to ma znaczenie, że Apostoła opuścili tacy jak Figelus i Hermogenes, Filet i Hymeneusz. Sam przecież zdrajca Judasz pochodził z grona Apostołów. Dziwimy się, że wielu opuszcza Jego Kościół. Czyż to nie udowadnia, że jesteśmy katolikami, skoro cierpimy opuszczenie na wzór Chrystusa? Od nas wyszli, powiada, ale nie byli naszymi. Bo jeśli byliby naszymi, z nami pozostaliby.


Rozdział 4

Ostrzeżenia przed herezją przekazane nam w Nowym Testamencie. Różnorodne cytaty wskazujące możliwość popadnięcia w herezję.

Czy nie powinniśmy się głębiej zastanowić nad słowami samego Pana i pismami Apostołów, którzy już z góry przepowiedzieli herezje i polecili nam ich unikać? Czy nie powinniśmy przestać gorszyć się istnieniem herezji i dziwić się ich szkodliwym skutkom, z powodu których powinniśmy ich unikać? Pan przecież poucza, że przyjdzie wiele drapieżnych wilków w owczej skórze. Czymże są te owcze skóry, jeśli nie zewnętrzną tylko nazwą chrześcijaństwa? Kim są te wilki drapieżne, jeśli nie przewrotnymi myślami i usposobieniami ukrywanymi wewnątrz celem niepokojenia trzody Chrystusowej? Kim są ci pseudoprorocy, jeśli nie fałszywymi kaznodziejami? Kim są ci pseudoapostołowie, jeśli nie głosicielami sfałszowanej ewangelii? Kim są ci obecni i przyszli antychryści, jeśli nie wrogami Chrystusa Pana? Tym wszystkim stały się herezje, a przez swe przewrotne nauki stały się niemniej groźne dla Kościoła niż sam antychryst przez swe prześladowania. Z tą jednak różnicą, że prześladowania rodzą również męczenników, herezje zaś wyłącznie apostatów. Musiały więc przyjść herezje, które miały wykazać, kto z nas potrafi przetrwać próbę. Dla jednych tą próbą jest wytrwanie w prześladowaniu. Dla drugich zaś ustrzeżenie się od błędnowierstwa. Nie ulega wątpliwości, że ci którzy wiarę zamienili na herezje i opacznie wytłumaczyli sobie słowa Apostoła: „wszystko zbadajcie dobro zaś zatrzymajcie”, nie wyszli z próby cało. Zdarza się bowiem, że wszystko bada się błędnie i w konsekwencji wybiera się zło.


Rozdział 5

Herezja, podobnie jak schizma i waśnie zganione przez świętego Pawła, który mówi o nieodzowności herezji, nie jako o jakimś dobru, lecz z woli Bożej, zbawiennej próbie dla wyćwiczenia i wypróbowania wiary chrześcijan.

Apostoł Paweł karcąc schizmy i podziały, które bez wątpienia są czymś złym, w ich krąg włącza również i herezje. A przez zaliczenie herezji do zła, opowiada się również za tym, że są one złem tym większym, że jak wyznaje, uwierzył w schizmy i podziały, ponieważ wie że herezje istnieją. Wykazał więc, że przez wzgląd na większe zło, łatwo uwierzył w to mniejsze. Oczywistą jest jednak rzeczą, że nie dlatego uwierzył w zło, że herezje traktował jako dobro, lecz by zwrócić uwagę na to, że nie należy się dziwić także pokusom jeszcze gorszego stopnia, gdyż mają one za cel ujawnić wypróbowanych, to jest tych, których nie zdołały herezje uwieść. Wreszcie jeśli cały rozdział zmierza do utrzymania jedności i powstrzymania podziałów, a jak wiemy to właśnie herezje dzielą nie mniej niż schizmy i podziały, to nie ulega wątpliwości, że i herezjom stawia ten sam zarzut, co i schizmom czy podziałom. Nie ulega też wątpliwości, że nie ci są wypróbowani, którzy złączyli się z heretykami. Apostoł uczy bowiem, że wszyscy powinni jednakowo i mówić i rozumieć. Heretycy zaś spotykają się z ostrym jego zarzutem, że w ten sposób nie postępują.


Rozdział 6

Heretycy sami się potępiają. Herezja to samowola, podczas gdy wiara to uległość naszej woli wobec Boskiego autorytetu. Herezja Apellesa.

Święty Paweł w liście do Galatów zalicza herezje do grzechów cielesnych. Tytusowi zaś poleca, by heretyka wykluczył ze wspólnoty kościelnej już po pierwszym upomnieniu, a jako rację takiego postępowania podaje, że jest to człowiek przewrotny i grzeszny, wydający niejako sam na siebie wyrok potępienia. Zresztą, prawie w każdym liście Apostoł przestrzegając przed fałszywymi naukami, potępia herezje jako twory fałszywych nauk. Nazwa „herezja” pochodzi z języka greckiego i oznacza samowolne wybieranie. Tak właśnie postępuje każdy twórca lub zwolennik herezji. Dlatego też heretyk sam na siebie wydaje wyrok potępienia, ponieważ wybiera to, przez co się potępia. Nam zaś absolutnie nie wolno wprowadzać tego, co nam się podoba, ani też przyjmować tego, co ktoś inny wprowadził według własnej woli. Dla nas jedynymi nauczycielami są Apostołowie Pańscy, którzy głosili nie to, co im się podobało, ale przekazali narodom wiernie naukę otrzymaną od Chrystusa. Dlatego nawet gdyby anioł z nieba głosił jakąś inną ewangelię, zostałby przez nas wyklęty. Przewidział to już dawno Duch Święty, że kiedyś w pewnej dziewicy imieniem Filumene zamieszka anioł uwodziciel, który przybrawszy postać anioła światłości, skłoni swymi znakami i cudami Apellesa do wprowadzenia nowej herezji.


Rozdział 7

Pogańska filozofia źródłem herezji. Związek między odchyleniami od wiary chrześcijańskiej i starymi systemami pogańskiej filozofii.

Heretyckie nauki pagańskich filozofii to wymysły ludzi i demonów obliczone na łechtanie uszów słuchaczy. To płody mądrości światowej, którą Pan głupstwem nazywa, a sam ku zawstydzeniu samej filozofii wybiera to, co świat uważa za głupotę. Filozofia bowiem jest matką mądrości światowej, zuchwałą tłumaczką natury i planów Boskich, i zarazem źródłem wszystkich herezji. Z niej platonik Walentyn wysnuł naukę o eonach i o trychotomii człowieka. Z niej zwolennik stoicyzmu Marcjon zaczerpnął naukę o lepszym Bogu. Nie inaczej reszta heretyków. Ci którzy twierdzą że dusza ludzka jest śmiertelna, powtarzają tylko naukę Epikura. Ci którzy zaprzeczają zmartwychwstaniu ciał, odtwarzają tylko pogląd szkół filozoficznych. Ci którzy materię równają z Bogiem, naśladują tylko Zenona. Ci wreszcie którzy wyobrażają sobie Boga jako ogień, odtwarzają tylko pogląd Heraklita. Powtarzają się więc u heretyków te same problemy i te same wywody, co u filozofów. U nich również pytania: Skąd i dlaczego zło? Skąd i w jaki sposób powstał człowiek? A także pytanie skąd Bóg, które postawił Walentyn tylko po to, by dać heretycką odpowiedź, że z wymysłu Enthymesis i Ektroma. Biedny Arystotelesie, tyś to wymyślił dialektykę dla heretyków. Tę mistrzynię niby w budowaniu, a jednak w burzeniu. Giętką w zdaniach, zdolną wymusić każdy wniosek, stanowczą w dowodzeniu, niestrudzoną w kłótniach, uciążliwą nawet dla samej siebie. Mówiącą o wszystkim w ten sposób, by nie powiedzieć nic. Ona jest źródłem wszystkich owych bajek i niekończących się łańcuchów genealogicznych, owych bezpłodnych wywodów, i pustej gadaniny rozszerzającej się jak rak. Przed nią przestrzega nas Apostoł, kładąc szczególny nacisk na unikanie filozofii. Pisze on wyraźnie w liście do Kolosan. Uważajcie, by was kto nie oszukał przez filozofię i puste gadanie, oparte na ludzkiej tradycji, a nie na natchnieniu Ducha Świętego. Przebywając bowiem przez pewien czas w Atenach i obcując z jej mieszkańcami, poznał on dobrze całą tę mądrość ludzką, naśladowczynię prawdy i zarazem jej fałszerkę, która sama rozpada się na szereg różnorodnych sekt, zwalczających się wzajemnie. Cóż jednak mają wspólnego Ateny z Jerozolimą, Akademia z Kościółem, heretycy z katolikami? Nasza nauka zrodziła się w portyku Salomona, który twierdził, że Boga należy szukać w prostocie serca. Niech o tym pamiętają ci, którzy głoszą jakieś stoickie, platońskie, czy dialektyczne chrześcijaństwo. Po Jezusie Chrystusie nie potrzebujemy już żadnych badań, a po Jego Ewangelii żadnych dociekań. Skoro wierzymy, to nie życzymy sobie poza wiarą niczego więcej. Bo to jest najważniejsze, że wierzymy. I nie ma już niczego więcej, w co powinniśmy wierzyć ponad to.


Rozdział 8

Chrystusowe słowa: „szukajcie a znajdziecie”, nie usprawiedliwiają heretyckich odchyleń od wiary. Wszystkie słowa Chrystusa wypowiedziane do żydów mamy traktować w istocie nie jak konkretne nakazy dla nas, lecz jako reguły postępowania.

Przechodzę przeto do tego, czym nawet także i nasi usprawiedliwiają swój głód dociekliwości, a heretycy starają się przekonać siebie i innych o ważności obowiązku sumiennego poszukiwania prawdy. Powiadają że jest napisane: „szukajcie a znajdziecie”. Rozważmy więc najpierw, kiedy to Pan powiedział. Powiedział to na początku swego nauczania. Wtedy właśnie, kiedy jeszcze wszyscy wątpili, czy Jezus jest Chrystusem. Kiedy jeszcze Piotr nie wyznał, że Jezus jest Synem Bożym i gdy Jan nie był jeszcze pewny, czy On już rzeczywiście przyszedł. Wtedy wypowiedź „szukajcie a znajdziecie” miała sens, bo jeszcze Chrystus nie był znany. Dlatego należało szukać. Nakaz ten miał szczególne znaczenie odnośnie żydów. Do nich Pan skierował całą swoją mowę oskarżającą, ponieważ wiedzieli oni, gdzie mogliby znaleźć Chrystusa. Mają Mojżesza i Eliasza, to znaczy prawo i proroków zapowiadających Chrystusa. Na innym miejscu Pan mówi otwarcie: „badajcie Pisma święte, w nich bowiem widzicie zbawienie, one mówią o Mnie”. Oczywistą jest też rzeczą, że i następne słowa „pukajcie a otworzą wam” także odnoszą się do żydów. Żydzi bowiem kiedyś należeli do Boga, następnie przez swoje grzechy odeszli od Niego daleko. Narody pogańskie zaś nigdy nie były z Bogiem. Co najwyżej jako krople z wiadra i proch z klepiska, ale zawsze poza domem. Jeśli ktoś jest zawsze poza domem, jak może pukać tam, gdzie nigdy nie był? Czy zna on bramę, której nigdy nie przekroczył i zza której nigdy nie został wyrzucony? Czyż to raczej nie ten będzie pukał, kto zna bramę i był w domu, lecz został z niego wyrzucony? Również słowa „proście a otrzymacie” są zrozumiałe tylko dla tego, kto wie do kogo należy się zwrócić z prośbą. Do tego, kto coś przyrzekł, a mianowicie do Boga, który przyrzekł Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi. Narody pogańskie natomiast wcale nie znały tej obietnicy. Dlatego właśnie Pan przemawia do Izraela: „Jestem posłany do owiec, które zginęły z domu Izraela”. Jeszcze wówczas nie rzucał chleba psom ze stołu synowskiego. Jeszcze wówczas nie polecał iść do narodów pogańskich. Dopiero później polecił nauczać oraz chrzcić narody pogańskie. I wkrótce otrzymały one Ducha Świętego Pocieszyciela, który oznajmił im całą prawdę. Tak też się stało. A jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że nauczyciele wyznaczeni na Apostołów dla głoszenia Ewangelii narodom pogańskim sami otrzymali nauczyciela, Ducha Świętego Pocieszyciela, wówczas tym bardziej staje się oczywiste, że słowa „szukajcie a znajdziecie”, nie do nas się odnoszą. Do nas miała dotrzeć nauka przekazywana tylko przez Apostołów, a Apostołowie otrzymali ją przez Ducha Świętego. Wszystkie wprawdzie słowa Pana dotyczą wszystkich, lecz do nas przeszły one przez uszy żydów. Wiele z nich było skierowanych do konkretnych osób i dlatego dla nas są one nie napomnieniem, lecz tylko pewnego rodzaju przykładem.


Rozdział 9

Poszukiwania po tym jak definitywne prawdy zostały nam przedłożone. Gdy je odkryliśmy, powinniśmy na tym poprzestać.

Przyjmijmy teraz, że chwilowo spontanicznie rezygnuję z zajmowanej pozycji. Przyjmijmy nawet tezę, że wszystkim powiedziano „szukajcie a znajdziecie”, to jednak z tych słów należy wydobyć sens zgodnie z zasadami interpretacji. Proponuję więc naczelną zasadę interpretacji mówiącą, że Chrystus ustanowił jedną pewną naukę, w którą narody powinny bezwzględnie wierzyć. Dlatego też powinny jej szukać, aby skoro ją znajdą, uwierzyły. Słowa bowiem Pisma świętego wcale nie są tak dwuznaczne i tak niewyraźne w swej treści, aby należało interpretować tylko słowa nie wnikając w ich treść. Jednej i pewnej nauki nie można szukać w nieskończoność. Należy szukać dopóty, dopóki się jej nie znajdzie. Skoro znalazłeś, masz obowiązek uwierzyć i o nic się więcej nie starać, jak tylko o to, by strzec tego, w co uwierzyłeś. I tak wierząc, nie potrzebujesz poszukiwać nowej nauki. Bo przecież już znalazłeś i już uwierzyłeś w to, co ci przekazał sam Chrystus. Chrystus nie poleca ci nic innego poszukiwać, nad to, co sam nauczał. Jeśli zaś ktoś o tym wątpi, niech przejrzy i upewni się, że to my posiadamy to, czego Chrystus nauczał. Tymczasem uprzedzając argumentację upominam niektórych z naszych, by przestali szukać tego, w co już uwierzyli, bo to jest właśnie to, czego szukać mieli. By wreszcie słów „szukajcie a znajdziecie” nie interpretować opacznie.


Rozdział 10

Ten odniósł zwycięstwo w poszukiwaniu ostatecznej prawdy, kto uwierzył. Heretyckie umysły zawsze poddają pod próżną dyskusję wiele kwestii, ale nie mamy bezustannie poszukiwać.

Cała moja argumentacja powyższego twierdzenia składa się z trzech członów: z treści, czasu i miary. Z treści, abyś rozważył, co masz poszukiwać. Z czasu, abyś rozważył, kiedy masz szukać. Z miary zaś, abyś rozważył, dokąd masz szukać. A zatem należy szukać tego, czego Chrystus nauczał, tak długo, dopóki się nie znajdzie. Znalazłeś zaś wtedy, gdy uwierzyłeś. Inaczej bowiem nie uwierzyłbyś, gdybyś nie znalazł. I nie szukałbyś, gdybyś nie wiedział, że znajdziesz. W tym celu przecież szukasz, abyś znalazł. I w tym celu znajdujesz, abyś uwierzył. W ten sposób wiarą kładziesz kres całemu procesowi poszukiwania i znajdywania. Koniec zatem poszukiwania ustala jego skutek, czyli wiara. Tę to granicę twego poszukiwania ustanowił sam Pan. Nie chciał On bowiem, abyś wierzył w co innego, niż On sam nauczał, a co za tym idzie, byś nie szukał bez końca. Zresztą, jeśli o tyle szukać powinniśmy o ile znaleźć możemy i jeśli inni głoszą nauki również o wielkim znaczeniu, to wówczas ciągle szukać będziemy i nigdy nie uwierzymy. Gdzież więc będzie koniec szukania? Gdzie początek wiary? Gdzie kryterium znalezienia? Czy u Marcjona? Przecież i Walentyn proponuje „szukajcie a znajdziecie”. U Walentyna? Ale i Apelles tym samym zdaniem atakuje wiarę. I Ebion, i Szymon i inni heretycy rzucają na przynętę te same słowa. Nigdy więc nie będę miał pewności. Nigdzie i nigdy nie zdobędę tego, czego Chrystus nauczał, czego należy szukać i w co wierzyć. Bo wszędzie słyszę słowa „szukajcie a znajdziecie”.


Rozdział 11

Po tym, jak uwierzyliśmy, poszukiwania powinny ustać. W przeciwnym razie musi się to skończyć zaprzeczeniem tego, w co uwierzyliśmy. Nie ma żadnego innego przedmiotu podanego nam do wierzenia.

Bezkarnie powiadam błąka się ten, kto z niczego nie rezygnuje, choć i samo błądzenie jest winą. Bo przecież jeśli w to uwierzyłem, w co powinienem i sądzę, że ponownie muszę szukać czegoś nowego, to muszę się oczywiście spodziewać, że znajdę to nowe. Lecz w żadnym wypadku nie spodziewałbym się że to odnajdę, chyba, że dotychczas nie uwierzyłem lub w pewnym momencie przestałem wierzyć, a do tego czasu stwarzałem tylko pozory wiary. W ten sposób rezygnując z mojej wiary wyparłem się jej. Chcę jeszcze raz podkreślić: Nikt nie szuka, jak tylko ten, kto albo nic nie posiadał, albo coś zgubił. Owa staruszka zgubiła jedną z dziesięciu drachm. Gdy jednak znalazła, przestała szukać. Sąsiadowi brakło chleba i dlatego pukał. Gdy mu otworzono i chleb otrzymał, przestał pukać. Wdowa gdy ją niedopuszczono do sędziego, długo prosiła o wysłuchanie. Gdy ją wysłuchano, przestała prosić. A zatem jest koniec i szukania, i pukania, i proszenia. Pan powiada: „Kto prosi, otrzyma”. „Kto puka, otworzą mu”. „Kto szuka, znajdzie”. Kto zawsze szuka a nie znajduje, niech się zastanowi, bo widocznie szuka tam, gdzie znaleźć nie można. Kto zawsze puka a nigdy nie otwierają mu, niech się zastanowi, bo widocznie puka tam, gdzie nie ma nikogo. Kto zawsze prosi a nigdy nie jest wysłuchany, niech się zastanowi, bo widocznie prosi tego, kto w ogóle nie słucha.


Rozdział 12

Właściwe poszukiwanie Boskiej wiedzy, które nigdy nie jest niestosowne albo przesadne, pozostaje zawsze w granicach reguły wiary.

A jeśli już mamy stale i zawsze szukać, to gdzie należy szukać? Czy może u heretyków, do których nie powinniśmy się zbliżać, u których wszystko jest dla nas obce i przeciwne naszej wierze? Czy może się kto spodziewać dobrego pokarmu od obcego, czy nawet wroga Pana Swego? Czy żołnierz, który nie jest jawnym uciekinierem, zbiegiem, czy buntownikiem, pobiera wynagrodzenie i żołd od królów niesprzymierzonych, czy nawet nieprzyjacielskich? Przecież i owa staruszka w domu swoim szukała drachmy. Także ten któremu brakło chleba pukał do drzwi swego sąsiada. A i wdowa prosiła o wysłuchanie wprawdzie surowego sędziego, ale nie wroga. Nikt nie może się budować tym samym, czym zostaje doprowadzony do ruiny. Nikt nie może być oświecony przez tego, kto wprowadza w ciemności. Szukajmy więc wśród nas, u naszych i tego, co jest nasze. Szukajmy tego, co z zachowaniem reguły wiary może być jeszcze przedmiotem poszukiwania.


Rozdział 13

Streszczenie Credo, czyli reguły wiary. Ludzie wierzący nigdy nie poddawali go w wątpliwość. Heretycy pobudzają i utrwalają myśl niezależną od Chrystusowego nauczania.

Wiara zaś nasza ujęta jest w pewną regułę i jej to właśnie zamierzamy na tym miejscu bronić. Wyznajemy więc to, w co wierzymy. Mianowicie w to, że jeden jest tylko Bóg Stwórca świata, który wszystko z niczego do bytu powołał za pośrednictwem Słowa, jakie najpierw z siebie wyłonił. Słowo to, Synem Bożym nazwane, w rozmaity sposób ukazywało się jako Bóg patriarchom i przemawiało zawsze przez proroków. Na koniec zaś z Ducha Świętego i mocy Boga Ojca zstąpiło na dziewicę Maryję, w Jej łonie stało się ciałem i zrodziło się z Niej jako Jezus Chrystus. Następnie ów Chrystus ogłosił nowe prawo i nową obietnicę królestwa niebieskiego. Czynił cuda, został ukrzyżowany, zmartwychwstał trzeciego dnia, wstąpił do nieba i siedzi po prawicy Ojca. W swoim zastępstwie zesłał Moc Ducha Świętego jako przewodnika wierzących. Przyjdzie kiedyś w chwale, aby przyjąć świętych do uczestnictwa w życiu wiecznym i obietnicach nieba, złych zaś skazać na karę ognia wiecznego. Po wskrzeszeniu tak jednych, jak i drugich, w ich dawnym ciele. Ta właśnie reguła wiary ustanowiona przez Chrystusa nie podlega dla nas żadnej dyskusji. To poza nią wszczyna się herezje i rodzą się heretycy.


Rozdział 14

Ciekawość nie powinna sięgać poza regułę wiary. Niespokojna ciekawość, cechą herezji.

Dopiero, gdy wiernie trzymasz się tej reguły w jej ustanowionym porządku, możesz sobie dalej badać i szukać, ile chcesz zaspokajając swą ciekawość, zwłaszcza jeśli ci się wydaje, że coś dwuznacznie lub nie dość jasno zostało wyrażone. Do pomocy będziesz miał zawsze któregoś ze współbraci, który jest nauczycielem obdarzonym łaską wiedzy lub też jakiegoś specjalistę w tym względzie, lub też wreszcie podobnie do ciebie badającego, tylko bardziej sumiennie. Zresztą czasem lepiej jest czegoś nie wiedzieć, niż wyuczyć się czegoś niestosownego. Niewiedza o tym co sprzeciwia się regule, nie jest brakiem w wiedzy. Przecież to, co musisz wiedzieć, już znasz. Powiedziane jest przecież: „wiara twoja cię uzdrowiła”. A więc nie znajomość Pisma świętego. Wiara jest zawarta w regule i ma charakter prawa, którego zachowanie daje zbawienie. Natomiast studium Pisma świętego pochodzi z pustej ciekawości i nic więcej nie daje prócz tytułu uczonego. Niech więc ciekawość ustąpi wierze, a sława zbawieniu, a już absolutnie niech sobie nie przeszkadzają, lecz niech żyją w zgodzie. Ale przyjmijmy nawet, że heretycy nie są wrogami prawdy i że nie mamy obowiązku ich unikać. To i tak jaki pożytek odnosimy obcując z nimi, skoro przyznają się otwarcie, że do tej pory szukają prawdy? Jeśli bowiem do tej pory poszukują prawdy, to widocznie dotychczas jeszcze jej nie znaleźli, i co za tym idzie, wszystko, co obecnie uważają jako pewne, jest w gruncie rzeczy wątpliwe. Dlatego ty, który tak samo szukasz i patrzysz, na tych którzy sami jeszcze poszukują, musisz z konieczności, jako wątpiący z wątpiącymi, nieprzekonany z nieprzekonanymi, ślepy ze ślepymi, wpaść do tej samej przepaści. Gorzej jednak, że oni stwarzają tylko pozory poszukiwania, by oszukać wierzacych płaszczykiem gorliwości o prawdę, a w rzeczywistości podsuwają nam własną naukę. Skoro tylko znajdą przystęp do wierzących, wówczas z miejsca to, co przedtem mówili, że należy zbadać, zaczynają traktować jako pewnik. Dlatego też w ten sposób musimy ich zwalczać, by zrozumieli że występujemy nie przeciw Chrystusowi, lecz przeciwko nim samym. Bo jak długo szukają jeszcze, to nie posiadają, a jeśli nie posiadają, to jeszcze nie uwierzyli, a jeśli jeszcze nie uwierzyli, to nie są katolikami. Nawet jeśli twierdzą, że posiadają prawdę i wierzą, a szukają zaś aby bronić wiary, to cóż z tego, skoro zanim jeszcze zaczną obronę, już zaprzeczają temu, w co jak mówią na razie wierzą. Jeśli więc sami siebie nie uważają za katolików, to czy tym bardziej mają być nimi w naszych oczach? O jakiej wierze mogą rozprawiać ludzie, którzy zaczynają od fałszu? Jaką prawdę reprezentują ci, którzy posługują się kłamstwem? I to oni rozprawiają o Piśmie świętym i na nie się powołują?


Rozdział 15

Heretykom nie można pozwalać na dyskutowanie o Piśmie świętym. Pismo święte, w rzeczywistości, do nich nie należy.

Doszliśmy do ważnego punktu naszej rozprawy. Dotychczasowe nasze wywody miały na celu tylko przygotowanie materiału do walki o to, na co przede wszystkim powołują się nasi przeciwnicy heretycy. Zasłaniają się Pismem świętym i tą właśnie swoją bezczelnością wywierają na wielu wielkie wrażenie. W ten bowiem sposób odporniejszych doprowadzają do całkowitego zmęczenia, słabszych uwodzą, niezdecydowanym zaś wtłaczają różnego rodzaju wątpliwości. Dlatego zdecydowanie głosimy zasadę, by nie dopuszczać ich w ogóle, do dyskusji na tematy biblijne. Bo skoro w takich dyskusjach tkwi ich siła, o ile rzeczywiście ją mogą posiadać, to przede wszystkim należy rozważyć, kto właściwie jest prawowitym właścicielem Pisma świętego. W ten sposób zamknie się do niego dostęp temu, kto nie posiada pod tym względem żadnego prawa.


Rozdział 16

Apostolska sankcja odnosząca się do zakazania heretykom używania Pisma świętego. Według Apostoła, z heretykami nie należy dyskutować, lecz ich upominać.

Może się komuś wydawać, że takie stanowisko zajmuję dlatego, że nie mam przekonania do własnych sił lub też pragnę przerzucić walkę na inny teren. W rzeczywistości jednak skłania mnie do tego nasza wiara domagająca się posłuszeństwa wobec Apostoła, który zabrania wszelkich dyskusji i interesowania się nowinkami, a heretyka nakazuje unikać, nie po dyskusji, ale już po jednorazowym upomnieniu. Do tego stopnia zakazał dyskusji, że nawet jednorazowe upomnienie traktuje już jako okazję do spotkania z heretykami. A postępuje w ten sposób dlatego, że heretyk nie jest katolikiem, wobec którego stosuje się chrześcijański zwyczaj kilkukrotnego karcenia przy dwóch lub trzech świadkach. A należy go tylko upomnieć, bo dyskutować z nim nie wolno. Poza tym dyskusja z heretykiem na tematy biblijne i tak do niczego nie doprowadzi, jak tylko do bólu żołądka lub zawrotu głowy.


Rozdział 17

Heretycy, w rzeczywistości, nie używają, a tylko nadużywają, Pisma świętego. Między nimi a nami nie istnieje żadna wspólna płaszczyzna.

Heretycy bowiem, albo nie przyjmują z Biblii wybranych ksiąg, albo jeśli przyjmują wszystkie księgi, to zniekształcają je samowolnymi dodatkami lub opuszczeniami, stosownie do ich założeń doktrynalnych, albo wreszcie gdy przyjmują je w całości i bez zniekształceń, to interpretują ich tekst w niewłaściwy sposób. Prawdzie zaś tak samo sprzeciwia się wypaczony sens, jak i sfałszowanie tekstu. Ludzie z nieuzasadnionymi uprzedzeniami z konieczności nie chcą uznać tego, co mogłoby ich samych zwyciężyć. Dlatego uporczywie obstają przy tym, co sobie błędnie wywnioskowali i co im się udało wyłowić z wieloznacznych wyrażeń. Cóż więc osiągniesz najwytrawniejszy biblisto, jeśli twoi przeciwnicy zaprzeczą temu, czego ty bronisz? Lub przeciwnie, będą bronić tego, czemu ty zaprzeczysz? Wprawdzie też i nic nie stracisz, prócz może głosu zużytego przy dyspucie, ale nic też nie zyskasz, prócz wylania trochę żółci słysząc bluźnierstwa.


Rozdział 18

Z wszelkiej dyskusji nad Pismem świętym wynika dla ludzi słabej wiary wielkie zło. Nigdy nie skutkuje to przekonaniem heretyka.

Heretyk zaś, dla którego podejmujesz szermierkę na tematy biblijne, kimkolwiek jest, chcąc go uwolnić od wątpliwości a utwierdzić w wierze, czy na pewno wejdzie na drogę prawdy? Czy raczej nie herezji? Bo być może, że widząc bezskuteczność twej argumentacji, ponieważ strona przeciwna znajduje się w położeniu nie gorszym od twojego w równym stopniu jednemu przecząc drugiego broniąc, wstrząśnięty tym faktem odejdzie po walce jeszcze bardziej niepewny, nie wiedząc, kogo właściwie posądzać o herezję. Przecież heretycy wszystko mogą obrócić przeciwko nam. Mogą twierdzić że oni bronią prawdy, my natomiast zniekształcamy Pismo święte, bo błędnie je interpretujemy.


Rozdział 19

W dyskusji o herezji nie należy odwoływać się do Pisma świętego. Pismo święte należy tylko do tych, którzy przestrzegają reguły wiary.

Dlatego więc nie na Pismo święte trzeba się powoływać, ani też tu ustanawiać teren walki, bo na tym miejscu albo w ogóle nie będzie zwycięstwa, albo będzie połowiczne, a w każdym razie niepewne. Zresztą, jeśli nawet walka na terenie biblijnym nie zakończyłaby się stwierdzeniem, że obie strony walczące znajdują się w jednakowym położeniu, to i tak logika wymaga przede wszystkim odpowiedzi na pytania: Kto w ogóle zasługuje na wiarę? Czyją własnością jest Pismo święte? Kto, przez kogo, kiedy i komu przekazał tę naukę, dzięki której ludzie stają się chrześcijanami? Gdzie się bowiem okaże, że jest prawdziwa nauka i wiara katolicka, tam będzie również prawdziwe Pismo święte, prawdziwa jego interpretacja i w ogóle cała tradycja chrześcijańska.


Rozdział 20

Chrystus jako pierwszy przekazał wiarę. Apostołowie będący jej depozytariuszami rozprzestrzenili ją zakładając kościoły. A zatem wiara ta jest apostolska, gdyż wywodzi się poprzez apostolskie kościoły od Apostołów.

Niech więc tymczasem Pan nasz Jezus Chrystus raczy odpowiedzieć: kim jest, jakiego Boga Synem, z jakiej materii człowiekiem i Bogiem, czyjej wiary prawodawcą, jakiej nagrody Poręczycielem. Otóż sam podczas swego pobytu na ziemi określił: kim faktycznie jest, kim był niegdyś, jaką wolę Ojca pełni, czego domaga się od człowieka. Oznajmił to zarówno publicznie wobec całego ludu, jak i poufnie wobec swych uczniów, spośród których dwunastu najwybitniejszych skupił wokół siebie i przeznaczył ich na nauczycieli narodów. Gdy zaś po zmartwychwstaniu odchodził do Ojca, polecił jedenastu z nich, jeden bowiem z nich odpadł, iść i nauczać narody chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Zaraz też Apostołowie, to jest posłańcy, opierając się na powadze proroctwa zawartego w psalmie Dawidowym, przyjęli drogą losowania Macieja na miejsce dwunastego zdrajcy Judasza, otrzymali obiecaną im moc Ducha Świętego uzdalniającą ich do czynienia cudów i przemawiania. Zaczęli najpierw w Judei dawać świadectwo wierze w Jezusa Chrystusa, organizować społeczności kościelne, a następnie rozeszli się po całym ówczesnym świecie i rozpowszechniali tę samą naukę wiary między narodami. A dalej pozakładali w poszczególnych miastach również kościoły, od których wszystkie inne przyjęły nasiona wiary oraz ziarna nauki. W ten sposób powstały społeczności kościelne i w ten sposób wszystkie posiadają charakter apostolski, bo są latoroślami społeczności założonych przez Apostołów. Każdą bowiem rzecz trzeba oceniać zgodnie z jej początkiem. Zgodnie z tą zasadą, chociaż istnieje wiele rozmaitych kościołów, to jednak jeden jest tylko Kościół założony przez Apostołów, to jest Kościół pierwotny, z którego wszystkie inne biorą swój początek. Przez ten fakt, wszystkie kościoły są również pierwotne i apostolskie, bo wszystkie stanowią jeden tylko Kościół. Tej jedności dowodzi również: łączność wszystkich w pokoju, nazywanie się wzajemnie braćmi oraz przestrzeganie więzów gościnności. Tymi trzema prawami nie kieruje inna zasada, jak właśnie jedność tej samej nauki, przekazywanej tą samą tradycją.


Rozdział 21

Cała prawdziwa nauka wywodzi się poprzez Kościół od Apostołów, której to nauczył ich Bóg przez Chrystusa. Wszelki pogląd niezdolny wykazać takiego Boskiego pochodzenia i apostolskiej Tradycji, jest ipso facto fałszywy.

Na tym właśnie polega nasza preskrypcja. Jeśli bowiem Pan Jezus Chrystus zlecił nauczanie Apostołom, to zrozumiałą jest rzeczą, że nie wolno słuchać innych nauczycieli poza ustanowionymi przez Chrystusa. Jest to uzasadnione, bo z jednej strony nikt nie zna Ojca, jak tylko Syn oraz ten, komu Syn objawił, a z drugiej strony nie ma dowodu, by Syn udzielił objawienia komuś spoza grona apostolskiego. Tylko Apostołów rozesłał celem głoszenia nauki objawionej. Czego zaś nauczali Apostołowie, to znaczy, co im Chrystus objawił, nie można inaczej wykazać, jak tylko za pośrednictwem kościołów, które sami Apostołowie pozakładali i w których sami nauczali bądź to żywym słowem, bądź też później przy pomocy listów. To jest również nasza preskrypcja. Jeśli taka jest rzeczywistość, to nie ulega żadnej wątpliwości, że za prawdziwą należy uważać każdą naukę zgodną z nauczaniem kościołów apostolskich, stanowiących macierz i źródło wiary, ponieważ zawiera się w tym nauczaniu to, co kościoły otrzymały od Apostołów, Apostołowie od Chrystusa, a Chrystus od Boga. Ale i na odwrót, należy z góry potępić jako kłamstwo wszelką naukę niezgodną z prawdą wyznawaną przez kościoły, głoszoną przez Apostołów, Chrystusa i Boga. Pozostaje więc wykazać, czy ta nasza nauka, której regułę przytoczyliśmy powyżej, rzeczywiście należy do tradycji apostolskiej, a z tego jednoznacznie wyniknie, że wszystkie inne doktryny są kłamstwem. Pozostajemy w ścisłej łączności z kościołami apostolskimi, czego nie można dowieść heretykom. I to jest nasz istotny argument posiadanej prawdy.


Rozdział 22

Odparcie próby unieważnienia reguły wiary. Apostołowie bezpiecznymi przekazicielami prawdy jako od początku odpowiednio pouczeni i wierni w jej przekazywaniu.

Lecz ponieważ jest to tak mocny argument, że gdybym go właśnie teraz przedstawił, nie miałbym już po co walczyć, pozostawmy go tak, jak byśmy go nie przytoczyli, a tymczasem po jego ogólnym sformułowaniu oddajmy głos stronie przeciwnej, która sądzi że potrafi osłabić naszą preskrypcję. Ci przewrotni i zaślepieni w swym szaleństwie heretycy zwykle bowiem twierdzą, że Apostołowie nie wszystko poznali lub też z góry już interpretują, że wprawdzie Apostołowie wszystko poznali, ale nie wszystko wszystkim przekazali. W obydwóch przypadkach czynią zarzut samemu Chrystusowi, że niby posłał On Apostołów albo nieprzygotowanych albo nieszczerych. Czy można sensownie twierdzić, że nie znali czegoś ci: Których Pan traktował jako nierozdzielnych towarzyszy w swym nauczaniu i życiu? Którym to spacjalnie i oddzielnie wyjaśniał to czego nie rozumieli? Którym oświadczył, że jest im dane poznać tajemnice? Których dał nam jako nauczycieli? Czy nie pouczył o wszystkim Piotra nazwanego opoką zaplanowanego Kościoła, któremu oddał klucze królestwa niebieskiego i przekazał władzę rozwiązywania i związywania tak w niebie, jak i na ziemi? Czy nie pouczył o wszystkim i Jana: Którego najbardziej umiłował? Któremu pozwolił przytulić się do własnych piersi? Któremu jako jedynemu wskazał zdrajcę Judasza? Który wreszcie stał się w Jego miejsce Synem Maryi? Dlaczego miałby coś ukrywać przed nimi, skoro objawił im też swoją chwałę i pokazał Mojżesza i Eliasza, a przede wszystkim sprawił, że usłyszeli z nieba głos Jego Ojca? Nie odsunął przez to innych Apostołów, lecz uczynił tak, ponieważ na trzech świadkach opiera się każde świadectwo. Czy nie pouczył również tych, którym po zmartwychwstaniu w drodze zechciał wyjaśniać wszystkie księgi Pisma świętego? Powiedział wprawdzie kiedyś: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie”. Ale zaraz dodaje: „Lecz przyjdzie ów Duch prawdy i nauczy was wszelkiej prawdy”. W ten sposób wykazał, że znali oni całą prawdę, skoro otrzymali obiecanego Ducha prawdy. I rzeczywiście spełnił daną obietnicę, bo Dzieje Apostolskie świadczą o zesłaniu Ducha Świętego na Apostołów. Oczywistym jest, że ci heretycy, którzy tej księgi Pisma świętego nie przyjęli, nie mogą też uznać że Duch Święty mógł zstąpić na uczniów Chrystusa. Z tego też powodu nie mogą obronić i Kościoła, bo nie wiedzą z jakich początków społeczność kościelna powstała. Rzeczą tak wielkiej wagi jest u nich nie posiadać tego, czego bronią, aby równocześnie nie dopuścić innych interpretacji o tym, co kłamliwie mówią.


Rozdział 23

Apostołowie nie byli ignorantami. Heretyckie uroszczenia, co do rzekomej niedoskonałości świętego Piotra, ponieważ został upomniany przez świętego Pawła. Święty Piotr nie został upomniany z powodu błędu w nauczaniu.

Celem więc wmówienia, że Apostołowie nie posiadali pełnej wiedzy, heretycy przytaczają fakt, że Paweł udzielił nagany Piotrowi i tym, którzy z nim byli. Apostołowie niby do tego stopnia odczuwali ten brak wiedzy, jak powiadają i z tego budują argument, że później kiedy Paweł wyróżniający się pełnią wiedzy boskiej udzielił im nagany, zmuszeni byli się dokształcać. Możemy i tu odpowiedzieć tym, którzy odrzucają Dzieje Apostolskie: Najpierw powinniście wykazać: Kim był ów Paweł? Kim był zanim został Apostołem? W jaki sposób stał się Apostołem? Heretycy bowiem bardzo często posługują się nim w dyskusjach i według nich nie ma konieczności wierzyć, jeśli on sam oświadcza, że stał się z prześladowcy wyznawców Chrystusa Apostołem. Niech wierzą bez Pisma świętego przeciw Pismu świętemu, byleby tylko udowodnili z tego co przytaczają, że Paweł upominając Piotra inną w swych zarysach głosił Ewangelię, niż tą którą głosił Piotr, czy inni Apostołowie. Co więcej kiedy święty Paweł nawrócił się z prześladowcy na głosiciela ewangelii, wówczas przez braci został doprowadzony do braci jako jeden z braci i przez tych do tych, którzy przyjęli wiarę od Apostołów. Następnie jak sam opowiada, udał się do Jerozolimy, aby zobaczyć Piotra jako z urzędu mającego prawo głosić ewangelię wiary. Tutaj Apostołowie wcale by się nie zdziwili, jeśliby ten który będąc prześladowcą stał się ewangelizatorem, głosił jakąś inną ewangelię od nich i nie chwaliliby Pana z tego powodu, że przybył Jego przeciwnik Paweł. A jednak podali mu rękę na znak zgody i pojednania, i podzielili się obowiązkami, a nie różnicami w głoszeniu Ewangelii, tak że nie każdy uczył co innego, ale aby każdy przepowiadał tę samą ewangelię każdemu, Piotr żydom, Paweł zaś narodom pogańskim. Zresztą, jeśli Piotr został zganiony, to tylko dlatego że kierując się względami ludzkimi raz przebywał z poganami, kiedy indziej zaś stronił od nich. Był to więc błąd postępowania, a nie przepowiadania. A więc nie dlatego, że głosił że inny jest Bóg niż Stworzyciel, że inny jest Chrystus niż ten zrodzony z Maryi Dziewicy, czy że inna jest wreszcie nadzieja niż zmartwychwstanie.


Rozdział 24

Dalszy ciąg obrony świętego Piotra. Święty Paweł nie był wyższy od świętego Piotra w nauczaniu. Nic, czego ten pierwszy dostąpił w trzecim niebie nie sprawiło, że dodał coś do wiary. Heretycy chełpią się jakoby posiadali jakieś sekrety wtedy mu udzielone.

Nie mam w tym korzyści, ale też nie ponoszę żadnej straty, gdy podejmuję walkę w obronie Apostołów. Ale ponieważ heretycy stawiają tak ogromne zarzuty względem wyżej wspomnianej nauki, że czynią ją aż podejrzaną, dlatego będę odpowiadał zamiast Piotra. Paweł sam powiedział, że stał się wszystkim dla wszystkich, żydem dla żydów, nieżydem dla nieżydów, a wszystkim w tym celu, by wszystkich pozyskać. Owszem stosownie do czasu, osób i okoliczności ganili niektóre rzeczy, jakich sami również ze względu na czas, osoby i okoliczności się dopuszczali. Przecież i Piotr mógłby udzielić nagany Pawłowi za niekonsekwencję. Paweł bowiem zakazywał bowiem obrzezania, a sam obrzezał Tymoteusza. Niech na to zwrócą uwagę ci, którzy wydają sąd o Apostołach. Dobrze że Piotr dorównuje Pawłowi także w śmierci męczeńskiej. A zresztą, jeśli Paweł został porwany aż do trzeciego nieba, przeniesiony aż do raju, gdzie słyszał tam wielkie tajemnice, to jednak zdaje się nie były one tego rodzaju, by mogły mu dostarczyć materiału, do innej doskonalszej nauki, skoro ich treść, nie była konieczna dla innych. Bo nie wiem, czy treść tego widzenia dociera do cudzej świadomości, a jeśli dociera, na co powołuje się jakaś herezja, to albo Pawła oskarża się o winę zdrady tajemnicy, albo też jeszcze ktoś inny został później porwany do raju i otrzymał nakaz ujawnienia tego, o czym Paweł musiał milczeć. Ale to trzeba by udowodnić.


Rozdział 25

Apostołowie nie zataili niczego z depozytu nauki, którą im Chrystus powierzył. Święty Paweł otwarcie przekazał całą doktrynę Tymoteuszowi.

Tak samo również herezją jest mówić, że wprawdzie Apostołowie znali całą prawdę ewangeliczną i nie różnili się między sobą w jej przepowiadaniu, ale nie chcieli jej przekazać wszystkim. Niektóre niby bowiem prawdy publicznie i wszystkim głosili, niektóre zaś w tajemnicy i kilku osobom przekazali. A niby w ten ostatni sposób pouczał święty Paweł Tymoteusza mówiąc: „Tymoteuszu strzeż przekazanego ci depozytu”. Tu musimy postawić pytania: Czym jest ten depozyt? Czy tajemnicą, która zawiera się w innej nauce? Czy może w tej, o której mówi: „To pouczenie przekazuję ci synu Tymoteuszu”? I w owym poleceniu gdy mówi: „Polecam ci przed Bogiem, który wszystko ożywia i przed Jezusem Chrystusem, który przed Piłatem z Pontu złożył świadectwo dobrego wyznania, abyś zachował przykazanie”? Jakie przykazanie i jaką naukę? Z kontekstu wynika, że nie chodzi tu o nową naukę, lecz o stanowczość, by nie dopuszczać do świadomości, że jest jakaś inna nauka oprócz tej, którą słyszał od niego samego i sądzę, że jawnie, bo jak mówi Pismo, wobec wielu powiada świadków. Mniejsza o to, że w tych wielu świadkach można nie chcieć widzieć Kościoła. Ważne jest, że nie może być tajemnicą to, co przy wielu świadkach zostało powiedziane. Nie może więc to być argumentem na korzyść jakiejś tajemniczej ewangelii, gdyż chciał te prawdy przekazać wiernym, którzy byli zdolni ją i przyjąć i innym również przekazać. Gdy bowiem mówi „te prawdy”, ma na myśli to, o czym właśnie pisał. Gdyby bowiem pisał o innych tajemniczych i nieznanych prawdach, wówczas powiedziałby nie „te prawdy”, lecz „owe prawdy”.


Rozdział 26

Apostołowie zawsze głosili całemu Kościołowi całą prawdę. Żadnych ograniczeń ani niepełnego przekazu dla umiłowanych przyjaciół.

Idąc konsekwentnie dalej, jeśli Apostoł komuś powierzył sprawowanie ewangelii, to nie chciał, by postępowano w tym względzie przypadkowo i bezmyślnie, ale zgodnie z poleceniem Pana: Pereł nie rzucajcie wieprzom, a psom tego co święte. Pan przemawiał wobec wszystkich bez podkreślenia jakiejkolwiek tajemnicy nauki. Sam nawet polecił, by jeśli co słyszeli na osobności i w ukryciu, głosili to wszystkim i publicznie. Sam przypowieścią zapowiedział, by ani jednego grosza, to znaczy ani jednego Jego słowa, nie pozostawiono w ukryciu bez owocu. Sam wreszcie uczył, że zwykle świecy nie stawia się pod korcem, ale na świeczniku, by świeciła wszystkim mieszkańcom domu. Apostołowie te polecenia albo by zaniedbali, albo by ich nie zrozumieli, gdyby ich nie spełnili i ukryli cokolwiek ze światła, czyli z Bożego słowa i nauki Chrystusowej. Jak wiadomo nikogo się nie bali. Ani siły żydów, ani też pogan. Zrozumiałe więc jest, że jeśli nie milczeli w synagogach i miejscach publicznych, to tym bardziej swobodnie przepowiadali w Kościele. Przecież nie mogliby nawracać żydów i pozyskiwać pogan, gdyby nie wyjaśniali według kolejności tego, w co chcieli aby uwierzyli. Tym bardziej już przecież, nie mogli przed wierzącymi w Kościele ukrywać tego, co nielicznym w tajemnicy polecali. To prawda, że niektóre sprawy omawiali, że tak powiem wśród domowników, ale nie były to problemy wiary, czy też problemy wprowadzające jakąś inną regułę wiary odmienną i przeciwną tej, którą wszędzie i publicznie głosili. Jakoby inny był Bóg w Kościele, a inny na przyjęciu gościnnym. Jakoby inaczej określali istotę Chrystusa publicznie, a inaczej poufnie. Jakoby inną głosili nadzieję zmartwychwstania wszystkim, a inną zaś nielicznym wybrańcom. Przecież właśnie oni zaklinali w swoich listach, że czy to Paweł, czy inni, tę samą naukę przekazują, by wszyscy przepowiadali jedną i tę samą prawdę, by w Kościele nie było schizm i podziałów. Dobrze sobie zapamiętali: „Mowa wasza niech będzie, tak tak, nie nie, albowiem co ponadto jest, od złego pochodzi”. Znaczy to, by Ewangelii nie interpretowali w rozmaity sposób.


Rozdział 27

Zakładając, że Apostołowie przekazali całą doktrynę prawdy, czy kościoły mogły być niewierne w jej dalszym przekazywaniu? Nie do pomyślenia, aby to mogło się wydarzyć.

Jeśli więc trudno uwierzyć w to, że Apostołowie albo nie znali pełnej treści swego przepowiadania, albo nie przekazali wszystkim całego porządku reguły wiary, to zbadajmy jeszcze, czy przypadkiem prawdą nie jest to, że wprawdzie Apostołowie przepowiadali szczerze i bez żadnych zastrzeżeń, ale to kościoły później błędnie inaczej zrozumiały, niż to podali Apostołowie. Tego rodzaju wątpliwości nie są wyssane z palca, ponieważ można je znaleźć u heretyków. Zresztą heretycy jako dowód przytaczają tu kościoły upomniane przez Apostoła słowami: „O bezrozumni Galatowie! Któż was oszukał?” oraz: „Biegliście tak doskonale! Kto was zatrzymał?”. Lub na samym wstępie: „Dziwię się że tak szybko odwróciliście się od Tego, który powołał was do łaski, aby przejść do innej ewangelii”. Napisano również do Koryntów, że są jeszcze cieleśni, że jeszcze piją mleko i że są niezdolni do spożywania pokarmu, sądzą bowiem że coś wiedzą, a jeszcze nie doszli zrozumienia jak wiedzieć należy. Skoro jednak heretycy powołują się na powyższe upomnienia kościołów, to niech także uwierzą, że się one poprawiły. Niech zauważą również i te kościoły, z których wiary, umiejętności i sposobu życia cieszy się Apostoł. Za nie dziękuje Bogu i pozostają one dzisiaj w łączności tej samej reguły z tamtymi upomnianymi.


Rozdział 28

Jedna tradycja wiary, która jest w istocie rzeczy podobna we wszystkich kościołach, najlepszym dowodem na to, że przekaz był ogólnie rzecz biorąc prawdziwy i uczciwy.

Przyjmijmy jednak nawet, że wszyscy zbłądzili, że i Apostoł niektórym świadczył fałszywą ewangelię. Ale czy Duch Święty nie zatroszczył się o żaden kościół, by go przyprowadzić do prawdy? Ten właśnie Duch Święty, który po to został posłany przez Chrystusa i po to wyproszony od Ojca, aby stał się nauczycielem prawdy? Czyżby zlekceważył swój obowiązek ów włodarz Boży i zastępca Chrystusa dopuszczając tymczasem, by kościoły w różny sposób rozumiały i w co innego wierzyły niż w to, co sam przez Apostołów przepowiadał? Czyż w ogóle można pomyśleć, by tak liczne i tak wielkie kościoły zbłądziły w jednej wierze? Różnorodne bowiem skutki nie mogą mieć jednej przyczyny, błąd doktrynalny kościołów musiałby się różnorodnie zwielokrotnić. Zresztą co u wielu jest jednym, nie może być błędem, lecz przekazaną doktryną. Niech się więc ktoś odważy powiedzieć, że błądzili ci, którzy przekazywali.


Rozdział 29

Prawda nie zawdzięcza nic trosce heretyków. Funkcjonowała swobodnie zanim się pojawili. Starszeństwo doktryny Kościoła oznaką jego prawdy.

Według heretyków jednak jakimś sposobem błądzono. I oczywiście błąd niby panował tak długo, dopóki nie pojawili się heretycy. Prawda niby czekała na wolność otrzymaną z rąk niejakich marcjonitów, czy walentynian. Tymczasem niby na próżno głoszono ewangelię. Niby na próżno wierzono. Niby na próżno spełniono tyle uczynków wiary. Niby na próżno tyle cudów. Niby na próżno tyle czynności kapłańskich. Niby na próżno tyle sprawowanych posług. Wreszcie niby na próżno tylu męczenników zostało ukoronowanych. Albo jeśli nawet nie na próżno i nie na darmo, to jak to być mogło, by dary Boże wcześniej przyjmowano i sprawowano zanim je poznano? Od którego niby pochodzą Boga? Najpierw chrześcijanie, a później Chrystus? Najpierw herezje, a później prawdziwa doktryna? Nie taki jest porządek. We wszystkich bowiem rzeczach, prawda wyprzedza jej obraz. Po rzeczy następuje podobieństwo. Zresztą wielką byłoby głupotą pierwszą naukę uznać za herezję, skoro sama ona zapowiada herezje i stwierdza że należy ich unikać, gdy się już pojawią. Sama bowiem nauka Kościoła pisze do tego Kościoła: „Jeśliby nawet anioł z nieba głosił wam inną ewangelię niż tą, którą wam przyniosłem, niech będzie wyklęty”.


Rozdział 30

Relatywna niedawność herezji. Herezja Marcjona. Niektóre osobiste fakty z jego życia. Herezja Apellesa. Charakter tego człowieka. Filumena, Walentyn, Nigidius i Hermogenes.

Gdy nauka kościoła powstała, gdzie był wtedy Marcjon, pontyjski żeglarz i uczeń stoików? Gdzie był wtedy platończyk Walentyn? Powszechnie bowiem wiadomo, że wówczas ich jeszcze nie było. Za panowania Antonina pobierali początkowo naukę wiary katolickiej, przebywali za episkopatu błogosławionego Eleutera w kościele rzymskim, tak długo, dopóki z powodu ustawicznie niepokojącej dociekliwości, która nawet braciom się nie podobała, zostali dwa razy wyrzuceni ze społeczności kościelnej. Na koniec zaś zostali skazani na dożywotnie wygnanie, podczas którego rozsiewali truciznę swoich nauk. Po pewnym czasie Marcjon poddał się pokucie i miał odzyskać pokój, pod warunkiem że przywróci Kościołowi tych, których uwiódł swą nauką. Zaskoczyła go jednak śmierć. Potrzeba bowiem by istniały herezje. Przez to jednak że muszą być, nie są czymś dobrym. Wyglądałoby to tak, jakby i zło musiało istnieć. Pan musiał zostać wydany, ale biada zdrajcy. Niech nikt w ten sposób nie broni herezji. A gdy się rozważy ród Apellesa, okazuje się że nie jest on starszy od Marcjona, swego mistrza i nauczyciela. Gdy go kobieta doprowadziła do upadku, porzucił powściągliwość marcjonicką i udał się do Aleksandrii, porzucając najświętszego nauczyciela. Po wielu latach znowu powrócił niewiele lepszy, poza tym, że już nie był marcjonitą. Tu związał się z inną kobietą, ową osławioną dziewicą Filumeną, o której wspomnieliśmy. Następnie zaś ta prostytutka tak go omotała, że pod wpływem tak zwanej jej siły wyższej a zwłaszcza poznania jej samej, napisał swoje objawienie. Pozostali po nich ich uczniowie i następcy. Nie można więc zaprzeczyć ich zbyt późnego pochodzenia. Zresztą można ich pokonać, jak Pan powiedział, ich własnymi czynami. Jeśli bowiem Marcjon oddzielił Nowy Testament od Starego, to oczywistą jest rzeczą, że był późniejszy od tego co rozdzielił, bo przecież nie można czego inaczej rozdzielać, jak tylko to, co na początku było jednością. Jedność przed podziałem i sam fakt podziału, wskazuje na późniejszego sprawcę podziału. Również Walentyn inaczej ucząc i bez wątpienia poprawiając, wskazuje, że jest późniejszy, skoro poprawia to, co uważa że na początku było fałszem. Wymieniamy tylko tych, jako najbardziej wyróżniających się i znanych fałszerzy prawdy. Zresztą i niejaki Nigidius, i Hermogenes i wielu innych burzy drogi Pańskie. Domagam się stanowczo by ci wszyscy wykazali mi, czyją cieszą się powagą. Jeśli przepowiadają innego Boga, to dlaczego posługują się rzeczami, pismami i imionami tego Boga, przeciwko któremu występują? Jeśli głoszą tego samego Boga, to dlaczego inaczej? Niech udowodnią więc, że są nowymi Apostołami. Jeśli nimi są, niech głoszą: Że Chrystus ponownie zstąpił z nieba, ponownie sam nauczał, ponownie został ukrzyżowany, ponownie umarł i ponownie zmartwychwstał. Że w ten sposób powołał ich na nowych Apostołów, że nadto dał im władzę czynienia takich cudów, jakie sam dokonywał. Domagam się przeto, aby mi przytoczyli na dowód swoje cuda, chyba że uznam za największy ich cud fakt, że naśladują odwrotnie Apostołów: Tamci bowiem wskrzeszali umarłych, ci uśmiercają żyjących.


Rozdział 31

Prawda pierwsza, fałsz później, jako jej wypaczenie. Przypowieść Chrystusa ukazuje zasiew dobrego ziarna przed bezużytecznym chwastem.

Po tej dygresji niech mi wolno będzie przejść do rozważania o pierwszeństwie prawdy i następstwie kłamstwa, na podstawie także tej przypowieści, która opowiada, że najpierw Pan zasiał dobre ziarno, nastepnie zaś nieprzyjaciel diabeł posiał swoje ziarno fałszu nieprzynoszącej korzyści dzikiej trawy. Przypowieść ta bowiem doskonale przedstawia różnicę doktryn, gdyż na innym miejscu ziarno jest obrazem słowa Bożego. Z samej więc kolejności faktów jasno wynika, że to pochodzi od Pana i to jest prawdziwe, co najpierw zostało przekazane. Co zaś zostało wprowadzone później, jest obce i fałszywe. Jest to trwała zasada przeciw wszystkim późniejszym herezjom, które absolutnie nie mają trwałej podstawy do przywłaszczania sobie prawdy.


Rozdział 32

Żaden z heretyków nie może wywieść sukcesji od Apostołów. Nowe kościoły nadal apostolskie, ponieważ ich wiara jest tą samą, którą nauczali i przekazali Apostołowie. Wezwanie heretyków by wykazali się jakimikolwiek apostolskimi listami uwierzytelniającymi.

Zresztą jeśli jakieś herezje ośmielają się wszczepiać w czasy apostolskie, ażeby uchodzić za pochodzące od Apostołów, a stąd przekazujące apostolską tradycję, to możemy im odpowiedzieć: Niech ukażą nam początki swych kościołów, niech rozwiną szereg swych biskupów i wykażą, że ich biskupi drogą nieprzerwanego następstwa sięgają samych początków, tak by pierwszego z nich mianował i poprzedzał któryś z Apostołów lub uczniów apostolskich stale przebywających z Apostołami. W ten bowiem sposób kościoły apostolskie dowodzą swej powagi. Tak właśnie kościół smyrneński stwierdza, że Polikarp był mianowany przez Jana. Kościół rzymski powołuje się na ustanowienie Klemensa przez Piotra. Podobnie zresztą wszystkie inne kościoły. Każdy z nich wymienia konkretną osobę powołaną na biskupstwo przez samego Apostoła, a przez to samo na pośredniczącą rolę w przekazywaniu ziarna nauki apostolskiej. Niech heretycy wykażą coś podobnego, skoro ośmielają się na bluźnierstwo. Cóż może być im wzbronione? Ale nawet gdyby wykazali, nic nie osiągną. Sama bowiem ich nauka porównana z apostolską wykaże swą różnorodnością i sprzecznością, że nie pochodzi ona ani od żadnego Apostoła, ani od kogoś z uczniów apostolskich. Bo przecież jak Apostołowie nie różniliby się między sobą w nauczaniu, tak też i uczniowie apostolscy nie nauczaliby czegoś przeciwnego niż Apostołowie. Z uczniów apostolskich inaczej nauczali tylko ci, którzy sprzeniewierzyli się Apostołom. Na tę to właśnie zgodność nauki, będą się powoływać zawsze kościoły, które nie mogą udowodnić swego bezpośredniego założenia przez Apostoła czy też ucznia apostolskiego, ponieważ powstały o wiele później i zresztą ciągle powstają, ale które mocą pokrewieństwa doktrynalnego, nie mniej od tamtych uważają się za apostolskie. Niech więc wszystkie herezje, skoro uważają się za prawdziwe, udowodnią swój apostolski charakter, jaki przysługuje z obydwóch punktów widzenia naszym kościołom. Tego jednak charakteru nie mają, a czego nie mają, udowodnić nie potrafią. Toteż nie przyjmują ich do wspólnoty pokoju i łączności z sobą kościoły cieszące się obydwoma cechami apostolskimi. Nie przyjmują zaś z powodu odmienności nauki, nie mogącej żadną miarą uchodzić za naukę Apostołów.


Rozdział 33

Dzisiejsze herezje (szczepki chwastów wspominane przez świętych pisarzy) już potępione w Piśmie świętym. Pochodzenie późniejszej herezji od wcześniejszej prześledzone na kilku przykładach.

Dodaję do tego przegląd nauk, które niegdyś w czasach apostolskich już istniały, a na które sami Apostołowie zwracali uwagę i potępiali je. W ten bowiem sposób łatwo wykazać bezpodstawność herezji, gdy się udowodni, że albo już wtedy istniały jako herezje, albo że ich zarodki tkwiły już w owych herezjach z czasów apostolskich. Paweł w pierwszym liście do Koryntian piętnuje tych, którzy przeczą lub wątpią w zmartwychwstanie duszy i ciała. Jest to zresztą nauka saduceuszy. Częściowo tę naukę przyjmują Marcjon, Apelles, Walentyn i inni, zaprzeczając zmartwychwstaniu ciała. Pisząc zaś do Galatów, Apostoł zdecydowanie wystąpił przeciw zwolennikom i obrońcom obrzezania i prawa starotestamentalnego. Jest to zapowiedź herezji Ebiona. Pouczając zaś Tymoteusza, piętnuje również tych, którzy potępiają małżeństwo. A jest to późniejsza nauka Marcjona i jego zwolennika Apellesa. Apostoł mówi również o tych, którzy twierdzą, że zmartwychwstanie już nastąpiło. Tak mówią o sobie walentynianie. A gdy wspomina o niekończących się genealogiach, widzimy Walentyna, według którego eon rodzi ze swej Miłości Prawdę i Rozum, od tych zaś pochodzą Mowa i Życie, a te wreszcie rodzą człowieka i Kościół. Jest to pierwsza ósemka eonów, następnie wymienia dziesięć innych i wreszcie dwanaście eonów o przedziwnych nazwach. Piękna bajka licząca trzydzieści eonów. Ten sam Apostoł potępia tych którzy służą żywiołom, a przypominają oni nieco Hermogenesa, wprowadzającego niemającą początku materię i przeciwstawiającego ją wiecznemu Bogu. W ten sposób podnosząc matkę żywiołów do rangi bogini, której może służyć jak Bogu. Jan zaś w Apokalipsie otrzymał nakaz ukarania tych, którzy spożywają mięso ofiarowane bożkom, i którzy dopuszczają się grzechów nieczystych. Do nich podobni są obecnie nikolaici, a ich herezję nazywa się kainicką. Tych właśnie w Listach apostolskich bardzo często nazywa się antychrystami, ponieważ twierdzą że Chrystus nie posiadał ciała. Sądzą bowiem, że Jezus nie był Synem Bożym. Pierwsze przywłaszczył sobie Marcjon, drugie Ebion. Symoniacką naukę magii ze swą służbą aniołom zaliczono do bałwochwalczych, dlatego też Piotr potępił ją w samym jej twórcy Szymonie.


Rozdział 34

Brak jakichkolwiek kontrowersji odnośnie Boskiego Stwórcy. Nie było żadnego drugiego Boga. Herezje potępione zarówno przez wyrok jak i milczenie Pisma świętego.

Oto rodzaje fałszywych nauk, które istniały w czasach apostolskich. O nich wiemy od samych Apostołów. A jednak wśród tylu najrozmaitszych przewrotności nie znajdujemy w tych czasach takiej, która zaprzeczałaby Boga Stworzyciela Wszechrzeczy. Nikt nie ośmielił się mówić, że jest jakiś drugi bóg. Więcej rodziło się wątpliwości odnośnie Syna, niż Ojca. Dopiero Marcjon wprowadził oprócz Boga Stworzyciela, drugiego jedynie dobrego Boga. Apelles stwórcą uczynił Anioła, nie wiem którego, w każdym razie pełnego chwały, wyższego od Boga i uznał za Boga prawa i żydów. Jego zaś istotę widział w ogniu. Walentyn zaś rozmnożył swoje eony tak, że wreszcie z grzechu jednego eona dał początek Bogu Stwórcy. Tym właśnie tylko i tym najpierw została według niego objawiona prawda o bóstwie. Oni dostąpili większych względów od Apostołów i pełniejszej łaski, ale oczywiście u diabła, który w ten sposób chciał współzawodniczyć z Bogiem i który za pomocą nauk przesiąkniętych trującym jadem i potępionych przez Pana, sam powołał swoich uczniów przewyższających swego demonicznego mistrza. Wszystkie więc herezje niech sobie wybierają czas, które, w jakim czasie istniały. Skoro nie są z prawdy, nie ważne jest, jaka i kiedy powstała. Jeśli bowiem byłyby inne herezje w czasach apostolskich, byłyby również i wymienione, i potępione, ponieważ te które istniały, zostały właśnie wyszczególnione i potępione. Nie ważne jest, czy obecne herezje są bardziej skomplikowane, a te z czasów apostolskich zbyt proste. Na wszystkich już stamtąd ciąży wyrok potępienia, ponieważ czy były jeszcze jakieś inne, czy też inne później powstały, czerpiąc częściowo swą naukę z istniejących, posiadając z nimi wspólnotę w nauczaniu, z konieczności ponoszą również konsekwencję wspólnoty w potępieniu. Gdy więc zastosuje się wspomnianą wyżej zasadę późniejszego powstawania herezji, to nawet choćby jakaś herezja nie uczestniczyła w apostolskim potępieniu, to jednak już z samego powodu czasu ich powstania z góry zostały osądzone. O tyle bardziej fałszywe, o ile przez Apostołów nawet nie wspomniane. Stąd na pewno wiadomo, że to są właśnie te, które już wtedy zostały przepowiedziane, że będą.


Rozdział 35

Niechaj heretycy podtrzymują słuszność swych żądań konkretnymi i zrozumiałymi dowodami. Jest to jedyna metoda rozwiązywania ich problemów. Katolicy odwołują się zawsze do dowodów wywodzących się ze źródeł apostolskich.

Na podstawie tych określeń przedstawiliśmy i pokonaliśmy wszystkie herezje, bądź to współczesne Apostołom, bądź to późniejsze. W każdym razie, różniące się nauką od apostolskiego nauczania. Wszystkie one są potępione bądź też przez specjalne ich wyszczególnienie, bądź to ogólnie. Tak czy inaczej są z góry potępione. Niech więc odważą się i ci wysunąć jakąś tego rodzaju preskrypcję przeciwko naszej nauce. Jeśli bowiem heretycy nie uznają tej prawdy, powinni zatem udowodnić że jest to również heretycka nauka i może być obalona w ten sposób, w jaki ich została pokonana. A zarazem powinni wykazać, gdzie należy szukać prawdy, skoro wiadomo że u nich się jej nie znajdzie. My nie jesteśmy późniejsi, ale owszem ze wszystkich pierwsi. To właśnie jest świadectwem prawdy wszędzie zajmującej pierwsze miejsce. Apostołowie jej nie potępiają, ale owszem bronią. To jest dowód prawa własności. Jeśli bowiem ci Apostołowie, którzy potępili każdą obcą naukę, nie potępili naszej, to jasną jest rzeczą, że uważają ją za swoją własność i dlatego też jej bronią.


Rozdział 36

Apostolskie kościoły głosem Apostołów. Niechaj heretycy przestudiują ich apostolskie twierdzenia, w każdym przypadku – bezsporne. Kościół rzymski w dwójnasób apostolski. Jego pierwotne dostojeństwo i znakomitość. Herezja jako wypaczenie prawdy.

Jeśli chcesz zaspokoić ciekawość w sprawie własnego zbawienia, przebiegnij kościoły apostolskie, wśród których przewodniczą stolice Apostołów na dawnym swym miejscu. Wśród których czyta się autentyczne ich listy, odtwarzające mowę i charakter każdego z osobna. Achaja jest ci najbliższa, masz tam Korynt. Jeśli masz niedaleko do Macedonii, masz tam Filipian, masz Tesaloniczan. Jeśli masz możność jechać do Azji, masz tam Efez. Jeśli zaś jesteś w sąsiedztwie Italii, masz tam Rzym, którego powagę i my uznajemy. Jak szczęśliwy ten kościół. Jemu to Apostołowie całą naukę razem z krwią swoją przelali. Tu Piotr upodobnił się w męce do Pana, tu Paweł został ukoronowany śmiercią Jana Chrzciciela, stąd Apostoł Jan skoro nie poniósł żadnej szkody zanurzony w ognistym oleju, został zesłany na wyspę. Zobaczmy czego się nauczył i czego nauczał, i co wyznawał wspólnie także z kościołami afrykańskimi. Wierzy on w jednego Boga, Stwórcę wszechświata i w Jezusa Chrystusa z dziewicy Maryi zrodzonego, Syna Boga Stwórcy i ciała zmartwychwstanie. Łączy w jedną całość prawo i proroków, razem z ewangeliami i listami apostolskimi. Stąd czerpie wiarę, którą wodą pieczętuje, odziewa się Duchem Świętym, żywi Eucharystią, zachęca do męczeństwa i nie przyjmuje nikogo, kto byłby w sprzeczności z takim właśnie stanowiskiem. Ta jest właśnie instytucja, która już nie powiem że zapowiadała przyszłe herezje, ale właśnie z której herezje wyszły. Nie są jednak z niej od momentu, gdy wystąpiły przeciwko niej. Przecież i z owocu smacznej, dobrej i pożytecznej oliwki wyrasta czasem dzika latorośl. Także z ziarnka bardzo przyjemnej i słodkiej figi wyrasta wietrzna i jałowa dzika figa. Podobnie i herezje, wprawdzie z naszego krzewu, a jednak nie z naszego rodzaju. Z ziarna prawdy, lecz zdziczałe z powodu kłamstwa.


Rozdział 37

Heretycy nie będąc chrześcijanami, lecz raczej deprawatorami Chrystusowego nauczania, niech się nie powołują na chrześcijańskie Pismo święte. Jest ono depozytem, powierzonym i bacznie chronionym przez Kościół.

Wobec tego, że prawda jest przy nas wszystkich, którzy się trzymamy tej samej reguły wiary, jaką Kościołowi przekazali Apostołowie, Apostołom Chrystus, a Chrystusowi Bóg, jasną jest rzeczą, że postawiliśmy słuszną zasadę, aby nie dopuszczać heretyków do powoływania się na Pismo święte. Bez Pisma świętego bowiem udowodniliśmy, że nie posiadają kompetencji w sprawach biblijnych. Jeśli są więc heretykami, nie mogą być chrześcijanami, bo nie od Chrystusa ale sami samowolnie stworzyli sobie naukę, z racji której noszą miano heretyków. Stąd też nie będąc chrześcijanami, nie posiadają żadnego prawa do Pism Chrześcijańskich. Śmiało możemy ich zapytać: Kim właściwie jesteście? Kiedy i skąd przybyliście? Dlaczego rządzicie się na naszym terenie, choć do nas nie należycie? Jakim prawem Marcjonie trzebisz mój las? Kto ci pozwolił Walentynie zmieniać bieg moich strumieni? Kto cię upoważnił Apellesie do przesuwania moich granic? Moja jest posiadłość! Jak więc możecie, wy obcy, na niej siać i pasać? Moja jest posiadłość, od dawna ją posiadam, pierwszy wszedłem w jej posiadanie, prawnie przekazali mi ją pierwotni właściciele. Ja jestem spadkobiercą Apostołów. Jestem nim, bo tak sobie zastrzegli testamentem, tak rozporządzili, tak zaprzysięgli, i tego się trzymam. Was z pewnością wydziedziczyli na zawsze i wyrzekli się jako obcych, jako swych wrogów. Cóż zaś innego sprawia, że będąc heretykami, staliście się dla Apostołów obcymi i wrogami, jak nie odmienność nauki którą każdy z was samowolnie i wbrew Apostołom sobie wymyślił lub też od innych heretyków przyjął?


Rozdział 38

Zgodność Kościoła i Pisma świętego. Heretycy sfałszowali, okaleczyli i pozmieniali Pismo święte. Katolicy nigdy nie zmieniają Pisma świętego, które zawsze świadczy na ich korzyść.

Gdzie zaś znajduje się różnorodność doktrynalna, tam też należy przypuszczać, że fałszuje się Pismo święte, i jego interpretację. Ci, którzy postanowili sobie inaczej nauczać z konieczności muszą spreparować sobie instrumenty swego nauczania. Nie mogliby bowiem inaczej od nas nauczać, jeśliby nie mieli innego od nas środka nauczania. Jak bowiem nie mieliby sfałszowanej nauki, gdyby nie posiadali sfałszowanych jej instrumentów, tak my nie mielibyśmy nieskazitelnej nauki, gdybyśmy nie posiadali nieskazitelnych środków naszego nauczania. Cóż bowiem takiego posiadamy, co się sprzeciwia całej naszej własności? Cośmy takiego wnieśli swojego, a co się sprzeciwia temu, co się znajduje w Piśmie świętym i z tego powodu musimy przerabiać bądź to okrawaniem, bądź dodawaniem, bądź też jakąkolwiek zmianą? Ponieważ zaś każde fałszerstwo należy uznać za późniejsze i ponieważ pochodzi z żądzy posiadania, która to nigdy nie rodzi się ani wcześniej, ani z bezinteresowności ku temu czego się pożąda, dlatego tak trudno uwierzyć człowiekowi myślącemu, by uznać za prawdopodobne to, że to właśnie my sfałszowaliśmy styl Pisma świętego. My, którzy jesteśmy właśnie pierwsi z niego, a natomiast tamci późniejsi. Właściciele niby sfałszowali, a przeciwnicy nie sfałszowali? Czym jesteśmy, tym jesteśmy od samego początku tak, jak i Pismo święte. Wyrośliśmy z Pisma świętego. Przedtem nie byliśmy kimś innym, niż jesteśmy teraz. Czym wreszcie Pismo święte było, zanim przez was zostało sfałszowane? Jeden fałszował Pismo świete ręką, inny zaś interpretacją jego sensu. Jeśli bowiem Walentyn zdaje się, posługiwał się całym Pismem świętym, to jednak przebiegłością swego umysłu nie mniejszą krzywdę zadał prawdzie, aniżeli Marcjon swoją ręką. Marcjon bowiem wyraźnie i na oczach wszystkich posłużył się nie stylem a nożem, by w ten sposób przez okrojenie Pisma świętego zbudować swój system. Walentyn zaś oszczędził Pismo święte, ponieważ nie Pismo święte spreparował do swojego systemu, a swój system wymyślił do Pisma świętego. A jednak to Walentyn jest większym złodziejem. Zabrał bowiem nawet właściwości poszczególnych słów i więcej dodał, gdyż wnosi on nawet całe rozprawy do nieznajdujących się w nim treści.


Rozdział 39

Co święty Paweł nazywa duchowym bezeceństwem okazywanym w równej mierze przez pogańskich autorów i heretyków. Pismo święte szczególnie podatne na heretyckie manipulacje. Dostarcza materiału herezjom, tak jak Wergiliusz stał się podstawą literackich plagiatów, o innym sensie niż oryginał.

Heretycy to geniusze o przewrotnej mentalności, z którymi musimy walczyć bracia, na których musimy zwracać uwagę z konieczności wiary, aby w ten sposób ujawnili się wybrani, a zdemaskowali się potępieni. Mają więc zdolność i łatwość w wymyślaniu oraz budowaniu błędów, lecz nie do tego stopnia godną podziwu jakoby trudną i nie do wytłumaczenia, gdyż i w świeckiej literaturze spotykamy się z tego rodzaju przykładami. Z poematów Wergilego można skomponować dwie różne fabuły. Jedną, gdy ułożymy wiersze według treści, drugą gdy treść według wierszy. Geta Hosydiusz na przykład skomponował tragedię pod tytułem Medea w oparciu tylko o Wergilego. Również z tego samego poety, ktoś z moich znajomych, wśród wielu drobiazgów swego pióra, skomponował Pinaksa Kebaty. A i tych, którzy tworzą własne dzieła na podstawie pieśni Homerowych, zwykle nazywa się Homerołatnikami, ponieważ na sposób przyszywających łaty, z wielu wierszy stąd i z owąd pozbieranych zszywają jedną całość. Literatura jednak boska, o wiele bogatsza jest w możliwości stworzenia jakiegokolwiek dzieła. Bez obawy mogę powiedzieć, że Pismo święte tak jest z woli Bożej napisane, że dostarcza heretykom treści do ich nauki, a jeśli czytam że muszą być herezje, to bez Pisma świętego są one nie do pomyślenia.


Rozdział 40

Brak różnic pomiędzy duchem bałwochwalstwa i herezji. W bałwochwalczych obrzędach, szatan imitował i wypaczył Boskie orzeczenia Pisma świętego Starego Testamentu. Chrześcijańskie Pismo święte sfałszowane przez niego w wypaczeniach różnych heretyków.

Powstaje jednak pytanie: Pod czyim kierunkiem rodzi się fałszywa interpretacja tych części Pisma świętego, które przyczyniają się do powstawania herezji? Oczywiście, że jest to sprawa diabła. Jemu właśnie zależy na obalaniu prawdy. On nawet boskie sakramenty naśladuje w obrzędach pogańskich. On przecież chrzci tych, którzy wierzą w niego i do niego należą. Przyrzeka nawet uwolnienie od grzechów przez chrzest, a nadto o ile dobrze pamiętam, Mitras na czołach żołnierzy wyciska znak przynależności do siebie. Składa się u niego także ofiarę z chleba. Obchodzi się uroczystości zmartwychwstania, a pod mieczem zdobywa się wieniec chwały. Posiada także swoich kapłanów, dziewice, swych wstrzemięźliwych. A zresztą jeśli uświadomimy sobie wszystkie zabobonne czynności Numy Pompiliusza, jeśli rozważymy wszystkie kapłańskie obowiązki, oznaki, przywileje, jeśli spojrzymy na ofiarne posługi, na przyrządy i naczynia służące do ofiary, jeśli wreszcie pomyślimy o budzących ciekawość ekspiacjach i ślubach, to czy nie okazuje się rzeczą oczywistą, że diabeł w tym wszystkim, naśladuje skrupulatność prawa żydowskiego? Jeśli więc diabeł tak dokładnie potrafił wyrazić w swych kultach pogańskich wszystko co sprawują sakramenty Chrystusa, to jasną jest rzeczą, że potrafi on również z tym samym mistrzostwem, z instrumentów spraw boskich i świętych chrześcijan wydobyć sens z sensu, słowo ze słów, przypowieść z przypowieści, słowem wszystko, co służy do sfałszowania i zeświecczenia wiary. I dlatego, któż może wątpić, że wszystkie te duchowe przewrotności rodzące również herezje, nie pochodzą od diabła. Któż może wątpić, że herezje niczym w gruncie rzeczy się nie różnią od samego bałwochwalstwa, ponieważ pochodzą od tego samego diabelskiego twórcy i jego dzieła, co i bałwochwalstwo. Wymyślają bowiem albo innego Boga przeciw Stworzycielowi, albo jeśli uznają jedynego Stworzyciela, to inaczej o Nim mówią, niż jest w istocie. Stąd też wszelkie kłamstwo, które odnoszą do Boga, jest pewnego rodzaju bałwochwalstwem.


Rozdział 41

Postępowanie heretyków: lekkomyślność, świeckość i nadużycia. Powszechnie znana swawolność ich kobiet.

Nie mogę również nie przedstawić stylu życia heretyków. Jak jest lekki, światowy i czysto ludzki. Jak bez powagi, bez godności i karności. Jakże odpowiedni ich wierze. Przede wszystkim nie wiadomo, kto jest u nich katechumenem i kto jest już członkiem ich społeczności. Wszyscy razem chodzą, razem słuchają, razem się modlą. Więcej, jeśliby nawet poganin dołączył się do nich, nie omieszkają swoje rzekome rzeczy święte rzucać psom, a perły wieprzom. Brak karności traktują jako prostotę. A naszą troskę o karność nazywają obłudą. Ze wszystkimi wszędzie się zgadzają. Nic ich to nie obchodzi, że każdy z nich ma swoje zdanie, byleby tylko łączyła ich walka z prawdą. Wszyscy chodzą nadęci pychą. Wszyscy obiecują wiedzę. Przed katechumenatem, zanim zdobyli wiedzę, już są doskonali. A jak bezczelne są ich kobiety. Ośmielają się nauczać, prowadzić dyskusje, egzorcyzmować, obiecywać zdrowie, zapewne i chrzcić. Święcenia ich przypadkowe, bez powagi, zmienne. Powierzają je, a to nowo ochrzczonym, a to oddanym sprawom doczesnym, a to naszym apostatom, aby w ten sposób zobowiązać ich godnością, gdyż prawdą nie potrafią. Nigdzie szybciej się nie awansuje, jak w obozie buntowników, gdzie już sam pobyt uważa się za zasługę. I dlatego dzisiaj jest ten biskupem, a jutro już kto inny. Dziś diakonem ten, co jutro lektorem. Dziś prezbiterem ten, co jutro laikiem. Trzeba bowiem pamiętać, że i laicy u nich sprawują funkcje kapłańskie.


Rozdział 42

Heretycy pracują, aby burzyć i niszczyć, a nie by budować moralnie i ubogacać. Heretycy nie trzymają się nawet swoich własnych tradycji, ale przygarniają nawet kontestatorów ich własnych założycieli.

O posłudze słowa cóż mam powiedzieć, skoro ich zadaniem jest nie nawracanie pogan, lecz podkopywanie wiary katolickiej? Za tą chwałą bardziej się ubiegają, jeśli potrafią czyjąś mocną wiarę doprowadzić do ruiny, a nie z ruiny kogoś wyprowadzić. A ponieważ ich dzieło nie pochodzi z własnej budowy, lecz z ruiny prawdy, dlatego też nasze budowle podkopują, by swoje wznosić. Wystarczy im zabrać tylko prawo Mojżeszowe, proroków, Boga Stworzyciela, a już nie mają o czym mówić ani też na co się uskarżać. Bo tak już jest, że łatwiej zrujnować stojące budowle, aniżeli podnieść w ruinach leżące. Do tego drugiego dzieła, nadają się tylko pokorni, cisi i ulegli. Zresztą, nawet nie znają szacunku dla swoich przełożonych. Z tego też powodu u heretyków nie ma schizm, ponieważ nawet jeśli istnieją, nie można ich rozpoznać. Schizmy stanowią u nich istotę jedności. Skłamałbym, jeśli powiedziałbym, że nawet nie różnią się oni od swych przywódców, bo u nich każdy zmienia sobie samowolnie, to wszystko co mu przekazano, tak zresztą jak samowolnie postępował ich założyciel. Jabłka nie padają daleko od jabłoni. To samo wolno walentynianom, co i Walentynowi. To samo również marcjonitom, co i Marcjonowi. To znaczy samowolnie zmieniać treść wiary. A jeśli dogłębnie zbada się wszystkie herezje, okazuje się że w wielu punktach są niezgodne z zamiarami ich założycieli. W większości nie posiadają kościoła. Tułają się tak bez matki, bez stałego miejsca. Pozbawieni wiary, bez ojczyzny, bezdomni.


Rozdział 43

Luźny charakter stowarzyszeń hołubionych przez heretyków. Bezbożność skutkiem ich nauczania. Krańcowe przeciwieństwo katolickiej prawdy, która promuje bojaźń Bożą, zarówno w religijnych rozporządzeniach jak i w życiu praktycznym.

Osławione są również kontakty heretyków z przelicznymi magami, włóczęgami, astrologami, filozofami oddanym oczywiście poszukiwaniu ciekawostek. Wszędzie bowiem wypełniają nakaz: „szukajcie a znajdziecie”. W ten sposób jakość ich wiary można ocenić ze sposobu życia, bo wskaźnikiem doktryny jest karność. Twierdzą, że Boga nie należy się bać. Dlatego uważają, że wszystko im wolno, bo nic ich nie krępuje. A gdzie się Boga nie boją, jeśli nie tam, gdzie Go nie uznają? Gdzie zaś nie uznają Boga, tam nie ma żadnej prawdy. Gdzie zaś nie ma prawdy, tam słusznie nie można mówić o karności. I przeciwnie, gdzie Bóg, tam bojaźń Boża, która jest początkiem mądrości. Gdzie bojaźń Boża, tam szlachetna powaga i czujna gorliwość, i staranna troskliwość, i wypróbowana uległość, i roztropna dążność do jedności, i awanse wysłużone, religijne poddanie, i wystąpienie pobożne, i skromne postępowanie, i zjednoczony Kościół i wszystko Bogu poddane.


Rozdział 44

Herezja obniża cześć dla Chrystusa i niszczy całą bojaźń wobec Jego ostatecznego Sądu. Tendencja heretyckiego nauczania odnośnie tego uroczystego artykułu wiary. Niniejsza rozprawa jako wprowadzenie do innych antyheretyckich prac naszego autora.

Ta surowsza karność staje się u nas właśnie argumentem potwierdzającym posiadanie prawdy. Od niej też nikt z nas nie myśli się odwracać. Pamiętamy bowiem o przyszłym sądzie, na którym wszyscy musimy stanąć przed trybunałem Jezusa Chrystusa, odpowiadając przede wszystkim za naszą wiarę. Cóż więc powiedzą ci, którzy heretyckim fałszem zbezcześcili tę dziewicę powierzoną nam przez Chrystusa? Sądzę, że będą się usprawiedliwiali tym, że ani Chrystus, ani Apostołowie nie mówili o późniejszych fałszywych doktrynach, ani też, że nie istniał nakaz ich unikania. Niech wówczas raczej uznają swoją winę, zamiast oskarżać tych, którzy od dawna nas na to przygotowywali. Może będą się nadto powoływać na mądre autorytety poszczególnych ojców herezji, że cudami wzmacniali wiarę w swą naukę, że wskrzeszali umarłych, że uzdrawiali chorych, że przepowiadali przyszłość, że słusznie uchodzili za Apostołów? Napisano jednak także i o tym, że przyjdzie wielu, którzy fałszywe swe nauczanie, będą ubezpieczali wielkimi cudami i znakami. Czy Pan kiedyś powiedział: Kiedyś powierzyłem moim Apostołom ewangelię oraz jej doktrynę reguły wiary, ale skoro nie uwierzyliście, postanowiłem później niektóre prawdy pozmieniać? I tak wprawdzie przyrzekłem, że wskrzeszę umarłych, ale przekonałem się, że nie potrafię tego uczynić? Wykazałem że urodziłem się z dziewicy, później jednak doszedłem do wniosku, że to zbyt poniżające? Nazywałem Ojcem tego, który stworzył słońce i deszcze, ale nieco później adoptował mnie o wiele lepszy Ojciec? Zabroniłem wam słuchać heretyków, obecnie jednak to odwołuję? Tak myślą ci, którzy się wykoleili i lekceważą sobie niebezpieczeństwo utraty wiary. Mówiliśmy przeciw wszystkim herezjom i stwierdziliśmy bezsprzecznie na podstawie pewnej, słusznej i koniecznej preskrypcji, że heretykom absolutnie nie przysługuje prawo zajmowania się Pismem świętym i że poprzez swoje odstępstwo od katolickiej wiary, sami na siebie wydają wyrok potępienia.