Odpowiedzi na popularne ataki, którymi posługują się ateiści w walce z Katolicką Wiarą.
Zarzut: Czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie byłby w stanie podnieść?
To pytanie udaje, że godzi we wszechmoc Boga, a w rzeczywistości jest sztuczką językową. Składa się z pojęcia wewnętrznie sprzecznego: „kamień, którego Bóg nie mógłby podnieść”. Taki „przedmiot” nie jest rzeczą, lecz zlepkiem słów.
Wszechmoc Boga nie oznacza „możności czynienia sprzeczności”. Sprzeczność nie jest bytem i nie może zostać „stworzona”. Podobnie nie istnieje „kwadratowe koło” ani „sucha woda”. Zatem pytanie nie dowodzi braku wszechmocy, tylko pokazuje nadużycie języka: żąda się od Boga, aby „uczynił niebyt bytem”.
W istocie jest to pycha rozumu, która zamiast szukać prawdy, chce urządzać sąd nad Bogiem. Kto tak pyta, nie docieka, lecz szydzi: „stwórz to, co nie może istnieć”.
Zarzut: Jezus był w piekle, bo w Credo mówi się: “zstąpił do piekieł”.
Wyznanie wiary mówi o „zstąpieniu do piekieł” w znaczeniu zstąpienia do krainy zmarłych — do otchłani. Nie chodzi o miejsce potępionych (gehennę), lecz o stan dusz, które przed Odkupieniem nie oglądały jeszcze Boga twarzą w twarz.
Przed Zmartwychwstaniem Chrystusa sprawiedliwi Starego Przymierza oczekiwali Zbawiciela. Chrystus, prawdziwie umarły według człowieczeństwa, zstąpił do krainy zmarłych jako Zwycięzca, aby ogłosić zwycięstwo i wyprowadzić sprawiedliwych do chwały.
Niebo i piekło istnieją od początku jako stany ostateczne, lecz dostęp do pełnej chwały nieba został otwarty przez Mękę i Zmartwychwstanie. Dlatego mowa o „otwarciu nieba” po Odkupieniu. Piekło zaś jest wiecznym stanem tych, którzy umierają w odwróceniu od Boga.
Zamęt bierze się z języka: w dawnych przekładach słowo „piekła” bywało używane szeroko na oznaczenie „krainy zmarłych”. Stąd trzeba rozróżnić: Chrystus nie „cierpiał w piekle”, lecz zstąpił do otchłani jako Pan i Zwycięzca.
Zarzut: Bóg, jeśli istnieje, jest zły, bo na świecie jest tyle zła i do tego skazuje ludzi na piekło.
Bóg stworzył aniołów i ludzi rozumnych, aby mogli Go znać i kochać. To wymaga wolności: bez niej nie byłoby miłości, tylko mechanika. Wolna wola nie jest jednak usprawiedliwieniem buntu, lecz polem próby, na którym człowiek wybiera: Boga albo siebie.
Zło moralne nie pochodzi od Boga, lecz od stworzenia, które nadużywa wolności. Szatan i upadli aniołowie zgrzeszyli pychą, a człowiek — podszeptem i przyzwoleniem — powtórzył ten bunt. Bóg dopuszcza zło, ale go nie sprawia; potrafi też wyprowadzić dobro z tego, co złe, nie stając się autorem zła.
Piekło nie jest „kaprysem” Boga ani „okrucieństwem”, lecz ostatecznym stanem duszy, która umiera w odwróceniu od Boga. Miłość, która jest odrzucona, nie może być narzucona siłą. Bóg nikogo nie potępia wbrew woli: potępienie jest końcem drogi, na której człowiek mówi Bogu „nie”. W wieczności dokonuje się więc rozdział: jedni chcą Boga i Jego prawa, drudzy trwają w buncie.
Zarzut: Jezus Chrystus sam był Żydem, więc jak Żydzi mają nie być zbawieni.
Pan nasz Jezus Chrystus według ciała narodził się z narodu izraelskiego. Pochodzenie nie zbawia i nie potępia. Zbawia wiara i łaska, przyjęcie prawdy objawionej i posłuszeństwo Bogu.
Stare Przymierze było przygotowaniem na Mesjasza. Sprawiedliwi Starego Testamentu wierzyli w obietnicę i oczekiwali Chrystusa. Gdy przyszedł, pierwsi uczniowie i pierwsi wierzący pochodzili właśnie z Izraela, a Kościół narodził się na fundamencie Apostołów.
Po odrzuceniu Chrystusa powstało trwanie przy religii, która nie przyjmuje pełni Objawienia i odrzuca bóstwo Syna Bożego. Judaizm w tym sensie nie jest kontynuacją wiary Abrahama w jej wypełnieniu, lecz zaprzeczeniem wypełnienia obietnicy w Chrystusie. Dlatego nie ma zbawienia poza Chrystusem: każdy człowiek, niezależnie od narodu, potrzebuje wiary i chrztu albo przynajmniej łaski, która prowadzi do przyjęcia Zbawiciela.
